RSS
czwartek, 19 kwietnia 2018

Mój zajefajny, czerwonoskóry przyjaciel ma zwyczaj odwiedzać mnie w najmniej spodziewanych momentach. Rozkoszowałem się właśnie zacną pieśń Leonarda Cohena w interpretacji Jennifer Warnes - "First we take Manhattan", kiedy wojownik wtargnął do mojej sypialni i zdarł mi z uszu słuchawki. Bez zbędnych ceregieli oświadczył, że wyrusza na wycieczkę.
- A gdzie, jeśli można wiedzieć? - zapytałem. 
- To niespodzianka - odparł i w radosnych podskokach udał się w kierunku drzwi wyjściowych.
- Wiem, gdzie jedziesz! - oświadczyłem tryumfalnie.
Pewien Apacz przekraczał właśnie próg, odwrócił się jednak i spojrzał na mnie zdziwiony oraz zaniepokojony jednocześnie. Po krótkim namyśle rzucił hardo:
- Blefujesz, tyle że zawsze byłeś kiepskim pokerzystą. 
Tymczasem sięgnąłem pod poduszkę i wyjąłem kartkę papieru, na którym ktoś koślawymi literami napisał: "Tatusiu przywieź mi jakieś cuś z tych Karlowych Warów, gdyż jestem bardzo grzeczny." Podałem ją mojemu przyjacielowi i jednocześnie głowie rodziny. Spojrzeliśmy na siebie i męskie łzy niczym grochy jęły kapać z modrych oczu. Dobrą chwile trwało zanim się uspokoiliśmy i wtedy rzekłem:
- Sprytny wybieg. Tylko dlaczego na drugiej stronie narysowałeś mapkę Czeskich Budziejowic?
Pewien Apacz przeżył wstrząs. Aż mu barwy wojenne wypłowiały z wrażenia. Powodowany wstydem pominął konwencjonalną drogę wyjścia i zanurkował w otwartym oknie. 
Pozostało mi tylko zanucić: "First we take Manhattan".

 

20:32, dareczek25
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 kwietnia 2018

Nie można tego nazwać inaczej - w wigwamie Pewnego Apacza zapanował stan degrengolady. Definitywny brak pilota od dekodera telewizji satelitarnej sprawił, że jego rodzina pogrążyła się w kompletnym chaosie. Komunikacja werbalna zanikła. Dzieci oraz żona Indianina, w akcie rozpaczy, pogrążyły się w letargu. Jedynie roztocza nie próżnowały i systematycznie znaczyły swoimi odchodami dywan w salonie. 
Jednym słowem sytuacja była nieciekawa. "Pat jak w pysk strelił" - jakby powiedział generał obcego mocarstwa, kontemplujący panoramę bitwy pod Borodino.
Zanim jednak wyłuszczę dalszą cześć historii, chcę przedstawić państwu miłego gościa. Proszę państwa oto pełnomocnik Towarzystwa Ochrony Zwierząt - Rajmund Oziębło, który będzie pilnował, aby w trakcie pisania bloga nie ucierpiało żadne zwierze. 
Kiedy ja witałem mego gościa, Pewien Apacz nie tracił czasu. Poszukał drzewa sandałowego i wyrzeźbił z jego pnia - pilota. Jak żywego. Nie zapomniał nawet o alkalicznych bateriach. Uciechy było mnóstwo w wigwamie wojownika. Do tego stopnia, że eksplodował klimatyzator, a chuć opanowała sypialnie Apaczów, jak za starych narzeczeńskich czasów.

 

18:30, dareczek25
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 kwietnia 2018

Pewien Apacz należał do grona wojowników - tradycjonalistów, którzy swe mężne serca oddali statecznym białogłowom. Jakaś ich cząstka marzyła o dziewczynie wyłaniającej się z fal na rumaku z morskich bałwanów. Piękności nieuchwytnej jak pragnienie wolności. Niektórzy opowiadali, iż widzieli ją, jak kołysząc biodrami, idzie do ekskluzywnego sklepu w centrum miasta. Inni przysięgają, że odeszła na zawsze i swoje oczy, okraszone łzą, odwracają od świata. Ciągle samotni. Towarzyszy im jedynie wielki zegar, wskazujący godzinę końca wszystkiego.
- Czy ty, aby nie przesadzasz z konsumpcją guarany - zapytał Pewien Apacz, spoglądając na mnie z troską. 
- A co cię to obchodzi? - odpowiedziałem kulturalnie.
- Rozluźnij się. Poszukaj odpowiedniej muzy.
- Tylko nie polski pop - zaapelowałem z trwogą.
- Meloman się znalazł. Wolfgang Amadeusz M. nie żyje od wieków.
- To działa na jego korzyść - odparłem z przekąsem i poszukałem najbliższego okna.

Żadne smutne spojrzenie nie może się obyć bez odpowiedniej stolarki. 

 

18:34, dareczek25
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 kwietnia 2018

Duże grono ekspertów utrzymuje, że panierka w dużym stopniu łagodzi obyczaje. Udałem się więc do miejscowości Z., aby poddać je eksperymentowi z pogranicza psychologi i gastronomi. Wybrałem osobnika niezbyt wyrośniętego, ponieważ zasoby bułki tartej w naszym kraju, ze względu na cenę mąki, uległy gwałtownemu skurczeniu. Mężczyzna charakteryzował się natomiast dużą agresją, co uwidaczniał w słowie i czynie.

Pewien Apacz, który towarzyszył mi w eksperymencie, chwycił go w pół i natarł panierką od stóp do głowy zaopatrzonej w niezbyt gustowną grzywkę. Następnie puścił go wolno i wespół oczekiwaliśmy na rezultaty.

Obiekt starł panierkę z twarzy, obdarzył nas wściekłym spojrzeniem i sapnął: "O tempora! O mores!" i wrócił natychmiast do bycia agresywnym, co kosztowało nas kilkadziesiąt kuksańców oraz kopniaków.

 

 

 

18:33, dareczek25
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 kwietnia 2018

Jej piękno nie było li tylko kolejnym zamachem na estetykę, spod znaku jednego z programów graficznych. W jej przypadku to sama natura ponosiła odpowiedzialność za swe dzieło. I nie nie miała się czego wstydzić. Uroda Krystyny była naturalna niczym skłonność Słowian do megalomani.

I co na to Pewien Apacz? Patrzył i patrzył. Zmieniały się pory roku, a on nic tylko wytrzeszczał gały jak młokos, który po raz pierwszy doświadczył widoku nagiego kobiecego ciała. Jego trzewia nie miały czego trawić, w związku z czym bakterie poszukały sobie innego domu. Organy wewnętrzne natomiast przeszły w stan letargu, ponieważ Pewien Apacz zrezygnował z konsumpcji, a także z funkcjonowania w aspekcie biologicznym na rzecz stania i gapienia. Indianin znalazł cel życia - w całym tego słowa znaczeniu.

Krystyna rządzi!!!

 

 

 

21:07, dareczek25
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 136