RSS
niedziela, 15 lipca 2018

Każdy ma jakieś priorytety: zabić psa sąsiada, podrzucić tasiemca teściowej czy zdobyć bilety na podróż na księżyc. Przynajmniej w jedną stronę. 

- Przychodzi jednak chwila, kiedy ty czy ona zdaje sobie sprawę, że nic z tego nie wyszło. Patrzycie ponuro na żwawego psa sąsiada lub teściową chorą tylko na najzwyczajniejsze na świecie nadciśnienie, a księżyc widzicie tylko w pełni, jak świeci prosto w pysk - stwierdził Pewien Apacz, dorzucając drew do ogniska.

Staliśmy przed wigwamem Indianina i patrzyliśmy z podziwem na herce płomieni.

- Zawsze można to jakoś wytłumaczyć – menopauza, depresja, kryzys wieku średniego. Etykietka za którą łatwo się ukryć – odparłem.

- Nie wyjeżdżaj mi z Gombrowiczem - mruknął czerwonoskóry. - Skupmy się na ognisku.

Nie pozostało mi nic innego.

 

 

 

22:54, dareczek25
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 lipca 2018

Pewien Apacz skradał się właśnie, by niepostrzeżenie stanąć za moimi plecami i podglądać do woli, kiedy nagle metalowa obręcz zacisnęła się wokół lewego nadgarstka.

- Ot i wpadłeś króliczku - oznajmiłem z tryumfem.

- Co to ma znaczyć? - zawołał oburzony Indianin.

- Tylko tyle, że twoje sapanie za plecami źle wpływa na moje samopoczucie ogólne. Postanowiłem więc wynająć fachowca i ów skonstruował, to wielce przydatne urządzenie. Nazwałem je całkiem swojsko: „Nikogo za plecami".

- Zapomniałeś o drugiej ręce, i o tym co się w niej znajduje - odparł zimno Indianin i wziął na cel moją głowę.

- O kurko wodno-lądowa! - wykrzyknąłem przestraszony. - Czas na ekspresową ewakuację.

Po tej konstatacji szybko oddaliłem się w poszukiwaniu solidnego schronienia w jak największej odległości od Pewnego Apacza.

 

22:05, dareczek25
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lipca 2018

Jajecznica ze szczypiorkiem, dochodziła właśnie na teflonowej patelni renomowanego producenta, kiedy do kuchni wszedł posłaniec od Pewnego Apacza. Wyjął z sakwy kartkę papieru zwiniętą w rulon i wręczył mi ją z namaszczeniem. Następnie ukłonił się dwornie i wyszedł bezszelestnie. Byłem przygotowany na taki obrót sprawy, więc bez zbytnich ceregieli obejrzałem wspomniany wyżej rulon. Po jego rozwinięciu ujrzałem rząd koślawych liter. „Tak szpetnie pisać może tylko Pewien Apacz" - pomyślałem i zacząłem czytać. Indianin poinformował mnie, że wszechświat jest piękny i cholernie duży. Poza tym zalecił, bym nie martwił się pierwszymi objawami starzenia, albowiem on sam przez to przechodził, a teraz wystarczy spojrzeć: piękny jest i warty grzechu.

Westchnąłem głęboko i włożyłem kartkę do niszczarki. Dołączyła do poprzednich kilkunastu. Wojownik wpadł bowiem na pomysł, że zastrajkuje, tyle że na sposób włoski. Siedzi od wczoraj w piwnicy, zamienionej na garderobę, pracuje nad makijażem scenicznym oraz śle durne liściki. Nie wiadomo, jak długo to jeszcze potrwa. Jedno jest pewne: Indianin nie może liczyć w przyszłym kwartale na premię uznaniową.

 

11:06, dareczek25
Link Komentarze (5) »
niedziela, 08 lipca 2018

Letnie dni mijają w ekspresowym tempie. Nie ma czasu na oddech, na schłodzenie czoła, zroszonego potem. Jest za to entuzjazm – przyroda emanuje witalnością. Nurzam się w niej jak w wysokiej, gęstej trawie. Jak nie skorzystam, to nikt nie uroni łzy. Dla frajerów nie ma litości. Wieczory należą jednak do Pewnego Apacza.

- Piękna chwila na łapanie świetlików – zauważył wojownik.

- Prąd ci odcięli? - odparłem „nazbyt” uprzejmie. - Zainwestuj w świece. Owady są niezbyt wydajne.

- Szczerze mówiąc pomyślałem o twoich oczach, tak nagle rozbłysły.

- Nie są na sprzedaż. Łączy mnie z nimi wiele przeżyć. Często bardzo intymnych. Poza tym ich licencja obejmuje tylko jedno stanowisko pracy.

- Nie obraź się, ale masz paskudne gały. Zastąp je czymś gustownym. Choćby światłami stopu od malucha.

Straciłem ochotę na dalszą rozmowę. Bywa, że przerwa w konwersacji przynosi najlepsze efekty. Najwyższy czas na schłodzenie czoła.

 

 

 

 

21:58, dareczek25
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 lipca 2018

Spodnie są największą zmorą namiętnych konsumentów wszelakich ciast. A przecież tłuszcz czerpany zachłannie z pustych kalorii musi gdzieś zakotwiczyć. Cholerne portki tego nie rozumieją. Puszą się swoją ograniczonością w pasie i grożą, że jeżeli nie zmienię trybu życia, to nie gwarantują długiego okresu eksploatacji, zwłaszcza w tzw. "kroku". I nic tu nie pomoże żadna organizacja konsumencka.

Zastanawiam się nad wrzuceniem ich do wybielacza na bazie chloru. Z każdą mijającą sekundą coraz bardziej podoba mi się ten pomysł. Za chwilę pobiegnę po miskę, wykonaną z tworzywa sztucznego i utopię pantalony w żrącym roztworze, jak niegdyś Neandertalczyk nazbyt przystojnego sąsiada z pobliskiej groty w gliniance, o obniżonych standardach bezpieczeństwa.

Pewien Apacz wielokrotnie poddawał moją dietę konstruktywnej krytyce. Zarzucał niekonsekwencje w ćwiczeniach fizycznych i poddawanie się niesprawdzonym modom na diety cud. Często też pysznił się swoim rozbudowanym "kaloryferem", by wzbudzić podziw i zazdrość zarazem. Przedstawienie przynosiło ten skutek, że szedłem do sklepu po szersze spodnie.

 

22:40, dareczek25
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 138