O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
|
niedziela, 29 stycznia 2012
Jakiś niepokój zawładnął właśnie moim umysłem. Czuję, że się wynarodawiam. Zamiast bowiem, jak każe odwieczna tradycja, zamienić się w siedemdziesiąt kilogramów zawiści (z leciutkim hakiem), kibicuje sukcesom zacnego ziemianina z Wielkopolski. Moim rozmyślaniom przysłuchiwał się Pewien Apacz, nie przejmując się tym, że to niemożliwe. - Masz w tym jakiś interes? - zapytał Indianin. - Skądże. - Może jesteś wielbicielem dobrej kuchni? - Pewnie, a Krzyżacy mieli swoją fan page na fejsie. - To co teraz? - Poproszę Mauritius o azyl polityczny. Pewien Apacz winien, jak zwykle, poszukać teraz najbliższej drogi gruntowej, ale w taki mróź się nie godzi.
sobota, 28 stycznia 2012
Mróz wszedł do domu Pewnego Apacza jak kontrola skarbowa, czyli bez zaproszenia i szczypiąc w policzki. Indianin był jednak na to przygotowany. Ciepłe kierpce tudzież stylowa baranica sprostały wyzwaniu. Pozostał wszakże pewien niesmak. Kiedy otworzyłem drzwi Pewnemu Apaczowi, ten wyglądał jakby wypadł słoniowi spod ogona, a największy ssak lądowy na nim przysiadł na godzinną medytację. Nie bacząc na jego ułomności zagadnąłem, jak zwykle nieprzyjaźnie, na powitanie: - Czemu obnosisz się z tym swoim pewnym niesmakiem? Przypominam, że to teren prywatny? - Też mi posiadłość, nawet nie ma tu znośnej drogi gruntowej - odparł krytycznie Pewien Apacz. Nie minęło pięć minut, a niesmak wszedł w unię personalną z twarzą Indianina i nie odpuszczał. Ani na jotę. Zachodzi podejrzenie, że miał słowiańską duszę.
piątek, 27 stycznia 2012
Pewien Apacz siedział właśnie z zagadkową miną na wiklinowym fotelu w salonie swego wigwamu, kiedy skondensowana wata cukrowa trafiła w sam środek jego czoła. Jedyny problem polegał na tym, że była w słoiku. Indianin, swoim zwyczajem, skomentował incydent, nie podnosząc się nawet z fotela: - Nie uczono cię, synku, że słoik powinien być umyty? - Nie mam odpowiednich kwalifikacji - odparłem hardo. - A teraz bądź tak miły i oddal się spiesznie - zażądał Indianin. - Nie jestem miły dla nikogo. A ty nawet nie byłeś w Szydłowie. - Gdzie? - zainteresował się Pewien Apacz. - W malowniczym miasteczku, którego mury pamiętają czasy Kazimierza Wielkiego. - Skoro tak to jadę, nie bacząc nawet na mrozy, wciskające się w różne otwory ciała. Wojownikowi pozostało tylko znaleźć torbę podróżną, o sportowym zacięciu.
środa, 25 stycznia 2012
Zanurzyłem właśnie stopy w ziołowym specyfiku, którego recepturę zdradziła mi moja babcia. Chciałem pozbyć się bólu, jaki generuje chodzenie w obuwiu, o szpetnej proweniencji. Wiedziałem jednak, że najgorsze ma dopiero przyjść. Co też się stało po dziesięciu minutach. Na szczęście najgorsze zapukało tylko cicho, postało trochę pod drzwiami i odeszło, wzbogacone jedynie o jeszcze niższą samoocenę. Kiedy doprowadziłem już swoje stopy do ładu, kosztowało mnie to tyle wysiłku, że nie mogłem zmienić stanu ruchu swego ciała, co zaważyło na tym, że utraciłem kontrolę nad jego pędem i prędkością. W duchu przeklinałem swój brak wiedzy z zakresu fizyki ciała stałego. Wtem do sypialni weszła Kazimiera K., podająca się za właścicielkę zmysłowego i pozbawionego kompleksów ciała. "Całe szczęście, że to nie Pewien Apacz" - pomyślałem i wyraźnie odetchnąłem z ulgą. Pozbyłem się jednak szbko tej ostatniej, ponieważ zwykłem oddychać sam. Noc z Kazimierą była szalona i obfitowała w taką liczbę orgazmów, że skorzystała na tym cała dzielnica. Tymczasem Pewien Apacz, korzystając z chwilowej absencji na moim blogu, udał się do wód, czyli byczył się cały tydzień w Busku w tamtejszym sanatorium, o światowej renomie.
wtorek, 24 stycznia 2012
Niektórzy Indianie, chociażby ci tuż przed czterdziestką, mają obawy, że nie potrafią sprawdzić się w godzinie próby. Tak właśnie jest z Pewnym Apaczem. Najbardziej niepokoi go fakt, że po wojnie nuklearnej, przyjdzie mu dzielić Ziemię z karaluchami. Swego czasu chciał ich eksmitować z kuchni, ale insekty wynajęły dobrego adwokata i stracił cały dom. Postanowiłem go pocieszyć i zagadnąłem, nie siląc się na uprzejmość: - Nie ma co płakać, po nierozlanym środku na robale. Kupuj bilet i jedź lepiej do Kielc, a zobaczysz Kadzielnię, to ci odejdzie ochota na myślenie o karaluchach. - Jest tylko jeden problem. Mam uczulenie na wapienie z górnego dewonu. - Co za zbieg okoliczności. Jestem pewien, że to nie żadna alergia, tylko za ciężka dupa. Pewien Apacz został więc przy koszmarach z karaluchami w roli głównej i nie zobaczył amfiteatru, szmaragdowego jeziorka i nie wspiął się na Skałkę Geologów. Trzeba mieć jednak nadzieję, że kiedyś to się zmieni.
niedziela, 22 stycznia 2012
"Nawet na tym "łez padole" są miejsca, gdzie można złożyć strudzony tyłek, bez ryzyka jego uszczerbku" - zakomunikował mi Pewien Apacz, kiedy właśnie miałem połknąć kęs białego pieczywa, nasyconego spulchniaczami jak brzuch smoka wawelskiego nieświeżą baraniną. - Po raz kolejny z kimś mnie mylisz - odparłem, usiłując dobrze rozdrobić pokarm w jamie gębowej, aby nie przysparzać dodatkowej pracy moim sokom żołądkowym. - Z kim? - zapytał zdziwiony. - Pewnie z tym, kogo to interesuje - powiedziałem, nie kryjąc szyderczego uśmiechu. - Tekst podszyty mizerią, ale uśmiech to ci wyszedł prima sort. Wracając do sprawy. Proponuję ci wyjazd do Sieradowic. Jest tam góra, po której spacerował sam pisarz Żeromski. A widok z niej taki, że nawet śledzionę zatyka. - Dobra przekonałeś mnie. Niezatkana śledziona też ma swój urok, ale niech ci będzie, nastawię "giepeesa" na okolice Bodzentyna. Wkrótce potem doszło do konsumpcji wspomnianego wyżej widoku. Pasmo Łysogór roztoczyło przede mną cały swój urok i niejedna łza wzruszenia padła na glebę o trzeciej klasie urodzajności. I tylko śledziony żal.
czwartek, 19 stycznia 2012
Niełatwo jest zmusić umysł do pracy na wysokich obrotach przez całą dobę. Pewien Apacz ma na to niezawodny sposób. Ubzdurał sobie niedawno, że jest w stanie zaskoczyć mnie na tyle, że rzucę pisanie bloga i przerzucę się wyłącznie na konsumpcje nawozu do trawników. I własnie dlatego jego dzisiejsze wejście do mego gabinetu, poprzedzał tryumfalny śpiew. - Czemu zakłócasz mi spokój swą nieprzyjazną dla oka fizjonomią oraz hordą decybeli? - Potęga i moc prastarego dębu potrafiła skruszyć potęgę złych i mściwych bogów, których jesteś sługą i podpowiedziała mi jak cię ukarać za arogancję i pychę. - Wybrałeś się do Zagnańska i uiściłeś stosowną opłatę? - zapytałem spokojnie. - Włożyłeś ją do dziupli? - Tak - odparł, zdumiony coraz bardziej, Indianin. - Dąb Bartek często naciąga naiwnych turystów. - O czym ty mówisz? - Niedaleko dębu otworzyli sklep całodobowy i jakiś rok temu zasmakował w "browarze". - Puszka czy butelka? - Preferuje szkło, to prawdziwy koneser. Pewien Apacz spojrzał smutno w dal o niewiadomym kolorze i zaklął szpetnie po francusku, aby oczyścić psychikę z toksyn. A potem zniknął niczym furmanki z polskich dróg, o różnego rodzaju nawierzchni.
wtorek, 17 stycznia 2012
Pewien Apacz należy bezsprzecznie do prawdziwych mężczyzn, ale i on miewa czasami kryzysy. Przede wszystkim finansowe. I dlatego przyszedł do mnie po pożyczkę. - Na co chcesz przeznaczyć moje ciężko zarobione pieniądze? - zapytałem, a wzrok mój, wnikliwy był jak nigdy dotąd. - Chcę jechać do Bałtowa, aby zażyć rozrywek różnego autoramentu i raz po raz nurzać się w morzu adrenaliny - rzekł pewnie Indianin, ponieważ wiedział, że mam słabość do świętokrzyskiego. - Mam przed sobą analizę twoich wydatków w czwartym kwartale ubiegłego roku. Widać wyraźnie, że sprzedaż pióropuszy białoskórym frajerom spadła o dwadzieścia procent w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Analitycy twierdzą, że ta tendencja się utrzyma w prognozie długoterminowej. - Jak nie chcesz to nie pożyczaj. Tylko oszczędź mi tej gadki, po której nawet okrężnica odmawia posłuszeństwa - warknął Pewien Apacz i odszedł w wiadomym kierunku, ale tym razem droga gruntowa nie przyniosła mu ukojenia, bo nie prowadziła do Bałtowa.
niedziela, 15 stycznia 2012
Kiedy w styczniu pada śnieg, nie powinno to nikogo dziwić, a jeżeli dodamy do tego mróz to również nie wywoła to konsternacji. Jeżeli jednak dorosły facet pragnie wejść na Łysice wyłącznie po to, aby pierwszej osobie, którą spotka na szczycie zabrać skalp, to jest bez sensu. - Niby dlaczego? - spytał zaczepnie Pewien Apacz. - Choćby dlatego, że w okresie zimowym obowiązuje okres ochronny na pobieranie skalpów w Górach Świętokrzyskich. Proponuję Dolomity, tam sezon trwa cały rok - odparłem, siląc się na rzeczowy ton. - Dzięki, mało brakowało, a wyszedłbym na głupka - powiedział Indianin, a na jego obliczu zagościła ulga. Chwilę potem zaczął pakować swoją, wypróbowaną torbę podróżną, o nieskrępowanym sportowym designie.
sobota, 14 stycznia 2012
Pewien Apacz chciał mnie dzisiaj zaskoczyć i zmasakrować intelektualnie za pomocą erudycji. Zapytał więc głosem, ociekającym - Co wiesz o kamiennym pielgrzymie? - To figura klęczącego mężczyzny, mieszka w Nowej Słupi, tuż koło głównego wejścia do Świętokrzyskiego Parku Narodowego, przy drodze na Święty Krzyż. Według legendy to pełen pychy, pielgrzymujący, w trakcie supremacji średniowiecza, na Święty Krzyż rycerz, który skamieniał po tym, jak obwieścił, że dzwony klasztoru biją na jego cześć. Od tego czasu musi przesuwać się co rok o ziarenko piasku, a kiedy dotrze na szczyt nastąpi koniec świata - wyrecytowałem bez zająknięcia. - I po co mi to było? - spytał sam siebie Indianin i poszedł szukać odprężenia w spacerze po drodze gruntowej. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||