RSS
niedziela, 18 listopada 2018

– A co z moimi wnukami?

Chłopy jak dęby. Już dawno cię przerosły – rzekłem i spojrzałem jej głęboko w oczy. – Z czym przybywasz z krainy śmierci?

Stęskniłam się. Nawet nie wiesz jak trudno dostać przepustkę do świata żywych. Na szczęście pomógł mi przystojny i elegancko ubrany Indianin.

A to ci niespodzianka – udałem zdziwienie. – Ciekawe czego zażądał w zamian?

Nie usłyszałem odpowiedzi. Seniorka wyciągnęła zza pleców koszyk z moimi ulubionymi owocami.

Kupiłam trochę truskawek – oznajmiła. – Masz, zjedź parę.

Usiedliśmy na ławce, która zmaterializowała się sekundę wcześniej. Bez skrępowania pochłaniałem przysmaki. Cieszyłem się chwilą. Szczególnie w sytuacji, gdy najbliższa przyszłość była wielką niewiadomą.

Gdybym spytał, gdzie jesteśmy – zagaiłem – pożałowałbym tego?

To jedna z nielicznych planet, gdzie można się czuć komfortowo w każdej sytuacji. Wyobraź sobie nasze spotkanie na Ziemi. Obawiam się, że trafiłbyś ekspresowo na oddział psychiatryczny.

Co teraz? – zapytałem, wstając z ławki. – Zapewne masz w zanadrzu kolejne niesamowite atrakcje.

Skinęła głową i uśmiechnęła się ciepło. W tej samej chwili zapadł się grunt i naszym oczom ukazał ogromny, ciemny tunel, który ginął w niezbadanych czeluściach planety. W centralnym miejscu podziemnego korytarza pojawiły się ruchome schody.

 

22:40, dareczek25
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 listopada 2018

Wylądowaliśmy bez problemu. Powierzchnia planety nie zachwyciła. Trudno ją było nazwać inaczej niż ponura i odpychająca. Brakowało roślinności, wszędzie unosiły się tumany kurzu. Wszechobecna szarość potęgowała niekorzystne wrażenie.
Na szczęście atmosfera zawierała tlen i można było swobodnie oddychać. Wystarczyło założyć maskę przeciwpyłową.
Kiedy tylko założyliśmy obóz, przyszła kolej na rekonesans. Nie musiałem pytać – spakowałem plecak i ruszyłem powoli przez pustynny krajobraz. Wdrapałem się na najbliższą wydmę i z jej wysokości rzuciłem okiem na okolicę. W odległości kilkuset metrów rosło ogromne drzewo. Dech mi zaparło ze zdumienia, albowiem do tej pory sądziłem, iż sekwoje można oglądać wyłącznie na Ziemi.
Wszystko fajnie, pustynia i piasek - cacy, ale kolos z rodziny cyprysowatych do niczego się nie klei – zameldowałem pozostałym. – Możliwe, że mam omamy, albo dodaliście mi coś fajnego do porannej herbatki.
To nie są przewidzenia – usłyszałem w słuchawkach głos Pewnego Apacza – Podejdź bliżej, a sam się przekonasz.
Może dasz się namówić na zamianę – zapytałem z nadzieją w głosie. – Nie mam twojej odwagi i doświadczenia. A tym bardziej garnituru.
Brak tego ostatniego dyskwalifikuje cię znacznie w moich oczach, ale i tak nie zamierzam ruszać się z obozu – odparł wojownik.
Po kwadransie marszu dotarłem do celu. Dotknąłem pnia, licząc, że wydarzy się coś niezwykłego. Nie zawiodłem się.
Jak się masz synku – usłyszałem głos zmarłej dziesięć lat wcześniej babci Marty i poczułem dłoń na ramieniu. – Ugotować ci klusków lanych.
Cały czas rosnę – odparłem wesoło i pogłaskałem staruszkę po siwych włosach. – Na szczęście nauczyłaś mnie jak o siebie zadbać. Nie brakuję mi niczego.

 

21:25, dareczek25
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 listopada 2018

- Kiedy słyszę wyrażenie: "sukinsyn" myślę o szczeniaczku, ale bez alkoholowych podtekstów. W ten wielce oryginalny sposób walczę z brutalizacją polskiego języka, o ile rzecz jasna, nie myślę właśnie o zagadce zagłady dinozaurów, gdyż wtedy nie mam czasu na nic – powiedział Pewien Apacz, pożerając moje gofry z dżemem.
- I jak ci idzie?
- Rodzi to problemy i do tego nazbyt poważne. Od chwili urodzenia zaliczam się do pacyfistów, a to jednoznacznie karze mi stawiać w złym świetle każdą formę walki oraz obliguje do darzenia miłością pozgonną...
- Jaką? - wykrzyknąłem zdumiony i wzburzony jednocześnie.
- Do zgonu, to byle kto potrafi - wyjaśnił wojownik,
usatysfakcjonowany poruszeniem, jakie wywołał.
- Jesteś nienormalny – oświadczyłem. - Podejrzewam również, iż twoja śmierć niewiele zmieni.
Wszystkim tym, którzy myśleli, że wpis będzie poświęcony małemu pieskowi, stanowczo i nieodwołalnie współczuję.

 

12:19, dareczek25
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 listopada 2018

Korzystając z przychylności pogody wybrałem się na krótki spacer. Zasiadłem na ławeczce pod orzechem i grzałem kości w pięknym listopadowym słońcu.
- Łatwo się rozsmakować w arbitralnych decyzjach – oświadczył Pewien Apacz.
- Może jakiś przykład – odparłem.
- Pierwszy z brzegu - szedł płaz po drodze powiatowej, sycąc oczy pięknem krajobrazu, nie skażonego piętnem cywilizacji - nagle opona samochodu wprowadza go do "Krainy ciągłego skrzeku". Z pozoru zawinił budowniczy arterii komunikacyjnej, ponieważ nie zapewnił płazom drogi ewakuacyjnej. Kiedy jednak przyjrzymy się dokładniej kierowcy, to okaże się, że ów pragnął tego dnia zawojować serce oraz inne części organizmu niejakiej Grażyny. W konsekwencji nie patrzył tam, gdzie wzrok nie sięga, gdyż oczami wyobraźni sięgał właśnie po wianek wspomnianej wyżej.
- Trudno też potępiać w ostrych słowach napalonego Janusza, ponieważ dzietność przypadająca na jednego plemnika jest w naszym kraju niezadowalająca i tego rodzaju inicjatywy są szczególnie dobrze widziane w kręgach rządowych czy kościelnych – powiedziałem z naciskiem.
- Bycie arbitrem, to duża odpowiedzialność, można niepotrzebnie wywołać wilka z lasu, a ten się łatwo obraża i skandal murowany – zauważył wojownik i poszedł w cholerę.
Pozostała nadzieja, że nie uległ anty-szczepionkowej propagandzie.

 

09:38, dareczek25
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 listopada 2018

Obudziły mnie odgłosy kłótni. Poszedłem w kierunku hałasu. Tym sposobem trafiłem do lokum surrealisty. Artysta wymachiwał nerwowo rękami w powietrzu i tarł policzek.
Wodzu, jesteś zdrowo popaprany – wołał. – Komputer przedstawił właśnie wszelkie dane o tej planecie. Jest kompletnie jałowa. Nie ma sensu na niej lądować.
Znajdujemy się na orbicie. A ja mam konkretne rozkazy. Daję ci godzinę na przygotowanie maneli – obstawał przy swoim czerwonoskóry.
Mam złe przeczucia.
– A kto ci broni – mruknął wojownik i opuścił pomieszczenie.
Kiedy tylko Pewien Apacz oddalił się na znaczącą odległość, rzuciłem Stefanowi pytające spojrzenie. 
Co się gapisz? Zbieraj graty! Za chwilę będziemy eksplorować największą piaskownicę w tej części galaktyki – mruknął kumpel. – Nie zapomnij również o dumie, jaka wypełniać musi serce kosmonauty w każdej sekundzie zaszczytnej misji.
Nie wszystko naraz. Przypominam, że mam niewielkie doświadczenie.
Mój rozmówca skrzywił się tylko. Nacisnął przycisk w ścianie. Po chwili w luku windy towarowej zobaczyłem sprzęt niezbędny do przeżycia nawet w najsurowszym ze światów. Wystarczyło przenieść te cuda na pokład lądownika. Udało mi się z tym uporać w ciągu trzydziestu minut. Dumny ze sprawności usiadłem na swoim miejscu i w napięciu obserwowałem manewry pilota. Niewiele z tego rozumiałem, ale najważniejszy był efekt końcowy.

 

08:13, dareczek25
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 140